Ewangelia (Mt 16, 21-27)
„Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.
A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku».
Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania».
Św. Josemaría w swoim nauczaniu przytoczył: „Przypomina mi się ów opis snu pewnego pisarza złotego wieku hiszpańskiego; zapewne niektórzy słyszeli już to ode mnie przy innej okazji. W tym śnie otwierają się przed śniącym dwie drogi. Jedna jest szeroka i przejezdna, łatwa, z licznymi gospodami i karczmami oraz różnymi miejscami przyjemnego wypoczynku. Drogą tą jeżdżą ludzie konno lub w karetach, pośród muzyki i śmiechu — szalonego śmiechu. Jest ich wielu, wielu, upojonych pozornym, ulotnym tylko szczęściem, bowiem ta droga prowadzi do bezdennej przepaści. Jest to droga światowców, wiecznych filistrów: ludzie ci obnoszą radość, której wcale w sobie nie posiadają, nieprzerwanie szukają wciąż nowych rozrywek i przyjemności… boją się cierpienia, wyrzeczeń i poświęceń. Nie chcą słyszeć o krzyżu Chrystusowym, uważają go za szaleństwo. Ale to właśnie oni są nierozumni; niewolnicy zawiści, używania, zmysłowości. W końcu gubią samych siebie i zbyt późno zdają sobie sprawę, że dla błahostek zmarnowali swe szczęście ziemskie i wieczne. Pan nas ostrzega: Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?
W tymże śnie mamy inną drogę, prowadzącą w przeciwnym kierunku. Jest tak stroma i wąska, że nie można jej przebyć na koniu. Każdy, kto na nią wchodzi, musi nią iść z trudem, pieszo, może zygzakami, stąpając ze spokojnym obliczem pośród cierni i potykając się o kamienie. Czasami cierń rozdziera im ubranie, czasami rani ciało. Lecz w końcu wędrówki otwiera się przed nimi rajski ogród, gdzie czeka na nich wieczne szczęście, Niebo. Jest to droga obrana przez świętych, którzy z miłości do Jezusa gotowi są chętnie poświęcić się z pokorą dla innych; jest to droga tych, którzy nie boją się trudu, którzy z miłością dźwigają swój krzyż, chociażby bardzo ciężki, gdyż wiedzą, że jeżeli upadną pod jego ciężarem, będą mogli znów powstać i wspinać się dalej. Siłą tych wędrowców jest Chrystus. /Św. Josemaría, Przyjaciele Boga, nr 130.
